Background Image

Don't worry..., ale bez przesady

Don't worry..., ale bez przesady
2017-04-19

Don't worry..., ale bez przesady


Większość menadżerów jest świadomych znaczenia, jakie dla powodzenia wspólnego przedsięwzięcia ma nastawienie do niego członków zespołu. Po fakcie, zależnie od jakości i efektu współpracy, można usłyszeć:  „udało nam się tyle osiągnąć! dobrze się razem pracowało” lub „nie dotarliśmy do celu, bo z tymi ludźmi po prostu nie da się razem nigdzie dojść”.

Nawet nieświadomie, kierownik projektu czy szef działu może dobierać osoby do współpracy kierując się własnym subiektywnym ich odbiorem i „chemią” (choć często myśli, że kryteria jego wyboru są obiektywne i opierają się na kompetencjach czy umiejętnościach pracownika). Klienci również bywają w tym względzie nie obiektywni i chętniej kupują ten sam produkt od autentycznie zaangażowanego optymisty niż od łatwiejszego do pokonania w walce na argumenty pesymisty.

Zostało przeprowadzonych wiele badań sprawdzających związek pomiędzy optymizmem a zdrowiem[1]. Z badań Uniwersytetu Harvarda, prowadzonych na jego absolwentach z roczników 1942 – 44, wynikła prosta zależność między optymistycznym nastawieniem do życia w wieku 25 lat a stanem zdrowia w wieku lat 40. Pozytywne rezultaty optymistów widoczne były szczególnie pomiędzy 40 a 45 rokiem ich życia, kiedy to zdrowie pesymistów zaczynało wyraźnie szwankować bez żadnej widocznej przyczyny. Wyniki wskazały, że nastawienie pesymistyczne przekłada się na fizyczne niedomagania, podczas gdy optymizm znacząco wzmacnia układ immunologiczny.

Badania przełożenia postawy życiowej na wyniki sprzedaży przeprowadził po raz pierwszy Martin Seligman, twórca psychologii pozytywnej. Agentów ubezpieczeniowych podzielił on na trzy grupy: pesymistów, optymistów (nazwanych „oddziałami regularnymi”) oraz optymistów, którzy nie przeszli pomyślnie testu zawodowego i których w normalnych warunkach pracodawca by nie  zatrudnił („oddział specjalny”). W pierwszym roku pracy optymiści z „oddziałów regularnych” sprzedawali o 8% więcej polis niż pesymiści. W drugim roku różnica ta wzrosła już do 31%. „Oddział specjalny” zaś w pierwszym roku osiągnął wynik lepszy o 21% od pesymistów, w drugim roku zaś wynik górował nad wynikiem pesymistów aż o 57 punktów procentowych (czyżby nie bez znaczenia było tu też kreatywne i nie obarczone rutyną – z racji braku wiedzy i umiejętności potwierdzonych oblaniem egzaminu zawodowego – podejście do sprzedaży?). Kluczem do sukcesu okazała się tu wytrwałość. Z czasem bowiem, gdy szybko rosła liczba zgromadzonych na koncie każdego sprzedawcy odmów Klientów, to właśnie optymistom wystarczało wytrwałości, by nie składać broni i z wiarą patrzeć w przyszłość.

Czy jednak sam optymizm wystarcza, by osiągać wyniki? „Jim Collins, badacz długotrwałego, bo 15-letniego sukcesu firm zauważył, że większość z nich, zanim stała się wielkimi, musiała zmierzyć się z jakimś kryzysem lub poważną przeszkodą. W każdym przypadku reakcję ludzi kierujących firmą cechowało dwustronne podejście do zagadnienia. Z jednej strony ze stoickim spokojem przyjmowali nawet najbardziej wrogie fakty. Z drugiej zaś – zachowali niezachwianą wiarę w sukces i zbudowanie naprawdę wielkiej organizacji. Podejście to nazwano realnym optymizmem[2].

Swoje przemyślenia Collins oparł w dużej mierze na doświadczeniach Jamesa Bonda Stockdale’a, amerykańskiego admirała sił powietrznych, zestrzelonego podczas wojny w Wietnamie[3]. Stockdale, poddawany ciągłym torturom, pozbawiony praw i niepewny jutra, przetrwał w obozie jenieckim osiem lat. Jego postawa w tym czasie daleka jednak była od uległości. Przekazywał zaszyfrowane wiadomości na temat poczynań wroga, wprowadził też dla swoich podwładnych przebywających w obozie wraz z nim system kolejnych ustępstw, na które ci mogli iść w trakcie kolejnych przesłuchań. Dbał o ciągłość wewnętrznej komunikacji, która miała być przeciwwagą do izolacji jeńców, jaką starali się wprowadzać strażnicy obozowi. Aktywność Stockdale’a opisywana była później przez współwięźniów jako ta, która w najwyższym stopniu przyczyniła się do ich ocalenia. W osobistej rozmowie Stockdale powiedział Collinsowi „Nigdy nie straciłem wiary w dobre zakończenie mojej historii. Nigdy nie wątpiłem, nie tylko, że uda mi się wyjść, ale także, że w końcu zwyciężę i że będzie to decydujące doświadczenie w moim życiu”. Wówczas Collins zapytał „Jacy byli ci, którzy nie przetrzymali?” „to proste,” – odparł Stockdale – „pierwsi umierali optymiści” „Optymiście? Nie rozumiem” – odparł zaskoczony Collins, na co Stockdale kontynuował swą myśl „Optymiści. Ci, którzy twierdzili: przed Bożym Narodzeniem będziemy wolni. Tymczasem Boże Narodzenie przychodziło i odchodziło. Wtedy mówili: wyjdziemy na Wielkanoc. A Wielkanoc mijała i nic się nie zmieniało. Potem było Święto Dziękczynienia, następna Gwiazdka. A potem umierali z braku nadziei”. Na zakończenie rozmowy Stockdale dodał „To była ważna lekcja. Nie wolno mylić wiary, że uda się zwyciężyć na końcu, której nigdy nie można utracić, z umiejętnością stawienia czoła nawet najbardziej brutalnym faktom otaczającej cię rzeczywistości, jakiekolwiek by one nie były”[4].

Chcąc przenieść wyżej opisane wyniki na pole przywództwa można śmiało stwierdzić, że to jednak optymiści jednoczą zespół. Ich energia przyciąga ludzi twórczych i chętnych do działania. Jednocześnie optymiści częściej mają zaufanie do siebie i do innych, co buduje w członkach grupy poczucie swobody i twórczą atmosferę pracy. Optymiści częściej doceniają osiągnięcia innych, tym samym zasilając ich paliwem do dalszej dobrej pracy.  

Jednak jak do większości spraw, również do postawy życiowej powinno się przykładać miarę zdrowego rozsądku, łączącego w sobie optymizm i realny ogląd świata. Taka kombinacja pozwala zwykle zachować wiarę w zwycięstwo, przy jednoczesnym reagowaniu na zdarzenia i fakty, nawet te najbardziej wrogie i na pierwszy rzut oka niekorzystne. Wzrasta wówczas realna szansa zarówno na osiągnięcie celu jak też na zapewnienie sobie skutecznej drogi dojścia do niego.

Odpowiedz sobie Na wyCzucie:

  • Co myślę o sobie?
  • Jakie jest moje nastawienie do wyzwań i trudności?
  • Jak moja obecna postawa wspiera mnie na drodze do celu?
  • Co mogłoby się wydarzyć, gdybym zmienił swoją obecną postawę?

 

[1] „Leaderschip coaching jako odpowiedź na wyzwania współczesnego świata”, red. nauk. Lidia D. Czarkowska, Wydawnictwo Poltext, 2013

[2] „Leaderschip coaching jako odpowiedź na wyzwania współczesnego świata”, red. nauk. Lidia D. Czarkowska, Wydawnictwo Poltext, 2013

[3] J.C. Collins „Od dobrego do wielkiego. Czynniki trwałego rozwoju i zwycięstwa firm”, SPM Project, 2003

[4] Bardzo podobnie swoje doświadczenia obozowe opisuje w książce „Człowiek w poszukiwaniu sensu” Victor Frankl, austriacki psychiatra i psychoterapeuta, więzień obozów koncentracyjnych, m.in. Auschwitz, jeden z twórców humanizmu psychologicznego.

 


Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Zapraszam Cię do wspólnej pracy nad realizacją Twoich celów.

Kliknij i skontaktuj się