Background Image

Uwaga, warto(ść)!

Uwaga, warto(ść)!
2016-11-19

Uwaga, warto(ść)!


 

Z zarządzaniem ludźmi jest trochę tak, jak z wychowywaniem dzieci; z jednymi i z drugimi najlepiej pracuje się, gdy jasno określone są reguły wspólnej gry. Gdy nie zjadasz obiadu, nie dostajesz deseru; gdy spóźniasz się do pracy, zostajesz w niej odpowiednio dłużej. Gdy odrabiasz wszystkie lekcje, otrzymujesz dobre stopnie; a kiedy kończysz projekt sukcesem, zostajesz wynagrodzony za swój wysiłek.

Dla zachowania jasności reguł, i dzieci i dorośli potrzebują zaspokojenia ich ważnych potrzeb, poprzez które określają swój poziom życiowej satysfakcji. Pewne potrzeby mają charakter uniwersalny - przynależności, bezpieczeństwa, samorealizacji. Wychodząc jednak poza katalog zdefiniowany przez Abrahama Maslowa, znajdujemy inne, takie jak chęć bycia docenionym, rywalizowania, odnoszenia sukcesów, bycia dumnym… Te potrzeby są już bardziej zindwidualizowane i właściwe pojedynczym osobom lub grupom osób.

Nie wszyscy menadżerowie pamiętają, że  to co powszechne i fundamentalne, odnosi się nie tylko do sfery prywatnej pracowników. Najczęściej bowiem zahacza też głęboko o ich zawodowe spełnienie.  

Mówiąc o cechach, jakimi powinna odznaczać się idealna praca (w subiektywnym jej rozumieniu), wielu Klientów coachingowych stwierdza, że chciałoby „robić coś, co jest ważne dla innych”, „pozostać w zgodzie ze sobą”, „nie narażać zdrowia” „czuć się docenionym”, „czuć szacunek przełożonego”. Tym samym pracownicy samodzielnie, nawet tak tego nie nazywając, weryfikują zgodność pracy, którą wykonują, ze swoimi wartościami i potrzebami.

Od wartości zaczynamy wyznaczając kierunek i na nich kończymy rozstrzygając konflikty. Podpieramy się nimi, gdy pojawia się wątpliwość. Na ich podstawie podejmujemy decyzje. Wartości mają wpływ na mitygowanie ryzyk biznesowych i na codzienną pracę z Klientem. I tak, jak umowy, bywają idealne na złe czasy. Albo mogą pomóc, by do złych czasów nigdy nie doszło.

Wartości w swojej formie zewnętrznego wyrazu przybierają często postać zasad, według których postępuje menadżer i jego zespół. I znów - jak z dziećmi; tak postępujemy a tak już nie, bo to by oznaczało konflikt wartości, chaos i brak równowagi. 

Czy zatem zdefiniowanie swoich wartości i zarządzanie w zgodzie z nimi ma sen?  Czy warto harmonizować swoje wartości z wartościami firmy? Czy takie działanie może dawać satysfakcję i równowagę? Czy będzie budować zespół? Czy rodzi przywiązanie i zaufanie do lidera? Czy motywuje do lepszej pracy? Czy podnosi wzajemny szacunek?

Jak zawsze w szukaniu odpowiedzi niech pomaga literatura...:

„Pośród morza bieli Escoffier w eleganckim stroju był słońcem, wokół którego wszystko krążyło. Smażył. Siekał. Milczał. Myślą wybiegał naprzód. W swojej własnej kuchni władczy i kontrolujący […]. Falujące włosy, bystre ciemne oczy, blada cera – promieniowały blaskiem. Nosił wysokie buty na koturnach[1], które pozwalały mu dosięgnąć do pieca i sprawiały, że górował nad wszystkimi, lecz mimo to poruszał się z taką gracją, jakiej […] nie widziała jeszcze u żadnego mężczyzny.

Wszyscy zwracali się do niego „Papa”. Bez względu na okoliczności Escoffier nigdy nie krzyczał i nie tracił nerwów. Gdy tylko zaczynał wpadać w gniew, chwytał koniuszek ucha pomiędzy kciuk i palec wskazujący i szarpał, a potem pocierał policzki […]. Każde nieporozumienie było wyjaśniane na stronie i szeptem.

- W mojej kuchni należy być uprzejmym. Jakiekolwiek inne zachowanie jest sprzeczne z naszymi zasadami. Kuchnia jest dla nas sztuką, a gotowanie zajęciem dla dżentelmenów.

I tak rzeczywiście było. […] w kuchni Escoffiera dobre maniery ceniono ponad wszystko. Zero przekleństw. Zero bójek. Zero papierosów. Zero alkoholu. W jego kuchni, w przeciwieństwie do innych, gdzie strumienie wina miały uszczęśliwiać kucharzy i ustrzec ich przed odwodnieniem, pito specjalny napój z pszenicy, którego recepturę Escoffier zamówił u lekarza.

- W większości kuchni wysoka temperatura, wino, noże i temperament kucharzy prowadzą do przemocy, a przemoc nie sprzyja sukcesowi dania.

Nawet drobne rzeczy wyglądały tutaj inaczej. Osoba, która powtarzała zamówienia od kelnerów, nie była nazywana krzykaczem, lecz zapowiadającym i nie miała prawa krzyczeć. Załoga porozumiewała się szeptem.

- Gorące godziny w kuchni to nie pora na gorące słowa. Gotowanie jest naświętszą ze sztuk i powinno być traktowane z należytym szacunkiem.

Pod koniec […] dnia Escoffier uścisnął dłoń każdego z członków załogi.

- Dziękuję, mistrzu – powiedział do każdego, nawet do tego, który zmywał naczynia.

- To kwestia szacunku – wyjaśnił […] – Wszyscy oni muszą pragnąć zastąpić mnie pewnego dnia.”[2]

Odpowiedz sobie Na wyCzucie:

  • Jakimi wartościami kieruję się w swoim życiu?
  • Które z nich są dla mnie ważne także w pracy?
  • Co mi daje życie w zgodzie z wartościami?

[1] Escoffier był człowiekiem nadzwyczaj niskiego wzrostu (przyp. autorki)

[2] N. M. Kelby „Białe trufle”, wydawnictwo Znak Litera Nova, Kraków 2013, s. 17


Brak komentarzy

Zostaw komentarz

Zapraszam Cię do wspólnej pracy nad realizacją Twoich celów.

Kliknij i skontaktuj się